Zaopatrzeniem getta zajmował się Wydział Aprowizacji (Bałucki Rynek), powołany w maju 1940 r. Do jego głównych zadań należały sprawy aprowizacji i dystrybucji żywności, opału i lekarstw otrzymywanych od władz niemieckich. Była ona prowadzona według systemu kartkowego. Organizacyjnie dzielił się na 7 wydziałów: Kuchen, Towarów Kolonialnych i Chleba, Tytoniowy, Warzywny, Węglowy, Centralę Mięsną oraz Kartek Żywnościowych. Wydział ten starał się walczyć ze wszech miar z panującym głodem. Stworzono 462 tanich kuchni domowych a następnie od stycznia 1941 r. 73 gminne i resortowe.
Dostawy artykułów żywnościowych od samego początku istnienia getta zależały od Niemców i w zasadzie nigdy nie osiągnęły wyznaczonego przez nich poziomu. Szmugiel, który w innych gettach poprawiał znacznie zaopatrzenie, przy tak szczelnej izolacji, nie miał w zasadzie znaczenia. Mieszkańcy getta otrzymywali żywność nie tylko w niewystarczającej ilości, ale też często nie nadającą się w ogóle do jedzenia (np. odpady z Zielonego Rynku).
O tym, jak getto się żywiło wspomina jeden z kronikarzy getta - Oskar Singer w reportażu napisanym po wizycie w wydziale Produktów Nabiałowych, gdzie z różnego rodzaju odpadów żywnościowych przygotowywani tzw. sałatkę: „Na podwórzu uderza nas osobliwy zapach, albo - szczerze mówiąc – smród. Nie wiemy jeszcze, skąd przychodzi. Na znanych nam już wózkach ręcznych przywożone są akurat warzywa. Warzywa! Zwiędnięte liście czerwonych buraków i kapusty włoskiej. (…) Kilka kobiet sortuje te nędzne odpady. To, że są zwiędnięte, nie stanowi problemu. Odrzucane jest tylko to, co jest zepsute. Resztę myje się starannie w beczkach. Potrzebną do tego wodę nosi się z mozołem ze studni. Kurz, brud i ziemia odpadają, trzykrotnie namoczone liście dochodzą znowu do siebie, wyglądają znowu na świeże. (…) Ale co tu tak okropnie cuchnie?- musimy zapytać. Szczerząc szeroko zęby artyści warzywni wskazują na powierzchnię błotnistą, podobną do szlamu masę. „To są nasze ziemniaki”. Zaniemówiliśmy. Ten okropnie cuchnący gnój ma iść do sałatki? Jednak są to przecież ziemniaki, takie jakie dostarczono do getta, tak zwany drugi gatunek. (…) Każda kobieta ma przed sobą kupę tego gnoju i wyszukuje w nim twardsze sztuki, wydobywa starannie „zdrowy rdzeń” z cuchnącej osłony, która całymi dniami suszyła się w szlamie na słońcu. Lecz nawet te zdrowe kawałki także jeszcze cuchną. Muszą jeszcze przejść proces moczenia.” .
Oskar Singer
Ogólne osłabienie, wywołane głodem, stanowiło podłoże wysokiej zachorowalności mieszkańców dzielnicy zamkniętej.
„Człowiek pozbawiony zupy przestaje istnieć. Doktor Fels leży samotnie ze spuchniętymi kończynami na pryczy w swoim >>mieszkaniu<< i czeka na śmierć. Jako osoba >>niezatrudniona<< nie ma prawa do dodatkowej zupy.
Tego, kto go odwiedza, prosi o napisanie i złożenie podania z prośbą o wyrażenie zgody na otrzymanie życiodajnej zupy. Doktor Fels wie, że ten posiłek mógłby go uratować. Sam nie jest w stanie napisać takiego podania. W końcu umiera z głodu jak ostatni nędzarz.”
Oskar Singer
„Jeśli chodzi o szmugiel, to muszę podkreślić, że getto łódzkie nie przypominało pod tym względem innych gett. Było tak skonstruowane, że niemożliwy był jakikolwiek kontakt z zewnątrz. Niemcy stworzyli pas neutralny pomiędzy gettem a reszta miasta. Wystarczyło przejść się na ulicę Nowomiejską, gdzie domy od numeru 15 do ulicy Łódki, szczególnie duże domy murowane, zostały zupełnie zniesione. Dookoła getta istniał więc pas neutralny, nocą oświetlony reflektorami i obstawiony wartami.”
Leon Szykier













































































