WIRTUALNE MUZEUM Dziedzictwo Żydów Łódzkich

Naszym drogowskazem jest praca
Bałuckie getto 1940-1944

28. Trudy życia codziennego

„Getto wymarło z głodu. Umarł brat ojca, buchalter, z żoną i cudowną córką, nauczycielką języka polskiego. Ta umarła ostatnia. Umarł brat parasolnik z żoną i córką. Dryga córka uciekła do Warszawy i zginęła zagazowana w Treblince. Umarły siostry mojego ojca. Umarła najmłodsza z mężem i z trojgiem dzieci. Umarli żebrząc na ulicy. Najdłużej ciągnęło się umieranie sześciu wnuków najstarszej siostry ojca ... Im wszystkim wypisywałem karty zgonów.”
Arnold Mostowicz
Tworząc „żydowskie dzielnice zamknięte” Niemcy realizowali jeden z etapów, na którego końcu była całkowita, fizyczna likwidacja ludności żydowskiej. Jednakże już na tym etapie getta stały się miejscem pośredniej eksterminacji za pomocą głodu i wyniszczającej pracy. Przez samych Niemców nazywane były „obozami zdychania” lub też „skrzyniami śmierci”. W getcie łódzkim w ciągu jego trwania, tj. przez  4 lata i 8 miesięcy zmarło 45 327 osób co stanowiło ponad 24 % całej populacji.
Warunki mieszkaniowe i sanitarne były niezwykle prymitywne. Bałuty oraz część Starego Miasta, wchodzące w skład getta, już przed wojną zaliczały się do najbardziej zaniedbanych dzielnic. Zabudowanie stanowiły w większości parterowe, drewniane domy, niewiele zaś było budynków murowanych, a skanalizowanych zaledwie kilka. Ludzie gnieździli się w małych izdebkach, latem dusznych, zimą potwornie zimnych. Życie toczyło się na podwórkach. Wodę czerpano ze studzien, w których woda nie zawsze nadawała się do picia. Część z nich usytuowana była zbyt blisko śmietników i ubikacji. Szczególnie w pierwszym okresie istnienia getta, doły kloaczne i śmietniki były przepełnione, wręcz zalewały podwórka.   

„Nasze mieszkanie jest w drewnianym domku. W mroźne dni ludzie zrywają z jego ścian deski na opał, żeby nie zamarznąć na śmierć. Drewniana ubikacja na podwórzu i różne komórki dawno zostały już rozebrane. Boimy się, że pewnej nocy nasz domek może zostać bez ścian albo po prostu się rozleci
Michał Mosze Chęciński